wyrwany całkiem z ramion świata
chciałem każdemu szczęście podarować
karmiony ideałami kłamliwych bohaterów
których światełka jak na wietrze świece
pogasły w jeden cichy dzień
dlaczego uwierzyłem?
nie dostrzegałem płomieni zawiści
co obróciły ich całą miłość w popioły
większość dojrzewała na drzewach nienawiści
od zarodka z zasianym w sobie strachem
paniką przed medialnym cieniem
tak zwaną przeciętnością


nie potrafiłem jednak nienawidzić
dorównać jadem tych współczesnych bezdusz
pragnąłem tylko znaleźć swoją nirwanę
dla niej zarzucić mogę jutowy wór
zostawić po sobie monument wspomnień
pisany słowem tworzony czynem
by czas sprawiedliwie mógł mnie osądzić
aby choć jeden człowiek wycisnął po mnie łzy

teraz w obliczu zagrożenia
całym złem obarczacie mnie
wdeptujecie mą postać w grząski piach
ranicie tak bardzo pustosząc bezradnością
czuję przestaję istnieć
może nigdy nie miałem prawa się urodzić?
więc dobij, dopełnij mojego przeznaczenia
nie boję się tego co każdy zapisane przecież ma

osaczony beznadzieją
przyznaję „moja wina!”
to ja jestem wcielonym demonem
niszczącym po kolei ludzkie szczęścia
każdemu krzyżem obarczam plecy
ogniwem niepotrzebnym od narodzin

Jedna uwaga do wpisu “autobiografia

  1. Morfeuszu, nie nazywaj siebie wcielonym demonem… sam pisałeś, że „mimo zwątpień nie dasz im zniszczyć swej duszy(…)”
    Jesteś bardzo potrzebnym ogniwem, myślę, że w niejednym przypadku tym najważniejszym,
    …uczysz żyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *