w zgwałconej przestrzeni poduszki
kłębią się zakurzonych myśli meandry
niedokończone algorytmy zdań
próbują wydobyć z chaosu swój sens

moje ciało jest jakieś obce
zamknięte w skórze denata
i tylko wdech wydech
przypomina o niekompletnym jestestwie

interwały sekund zdają się zatrzymywać
tworzą jednostajny hałas zdarzeń
jakby taniec dźwięków
mechanicznej machiny czasu

cząsteczki powietrza opadają niespiesznie
bombardują każdy milimetr mojego bytu
wgniatają mnie w bagno ponadczasowej chwili
więc wołam przez sen by zasnąć ponownie

jeszcze tylko jedna myśl
jakby pożegnanie na szafocie uczuć
studni emocji która nie ma dna
marzenie o niej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *