zamykam w dłoni Twoją białą dłoń
w aksamicie zatopioną
balsamami od dzieciństwa pieszczoną
przecież jesteś moją wybranką
tylko mi przeznaczoną cudowną bogdanką
mógłbym przysiądź że przed chwilą
patrzyłaś na mnie jakby dając znaki
natłok myśli mrożących
uderzył nagle w opętany umysł
serce zabiło mocniej szybciej
nie! to tylko złudzenie
twoje oczy błękitem rażące
niczym dwa jeziora ogromem onieśmielające
choć piękne nie świecą dawnym blaskiem
teraz przenikliwym spojrzeniem
zazdrością penetrują wnętrzności

zapach otchłani okrywa dookoła
nieruchomo zawieszone powietrze
być może chce zagłuszyć
zapach markowych perfum?
psujących czar chwili niezwykłej
metafizycznej!
choć za oknem lato
chłód snujący się pod nogami
dreszczami przeszywa ciało

ty ciągle powtarzałaś że mnie nie opuścisz
a teraz milczysz
nie chcesz się tłumaczyć!
więc pozwól raz jeszcze
nacieszyć się sobą
potem w spokoju pozwolę tobie
wolno odejść!
aż kiedyś łzy rzęsiste
zagaszą cały żal

to nigdy nie zapomnę
twych włosów jasnego bukietu
kształtu rozlanych piersi
mieniących się w świetle kominka
długich po brzask rozmów
o smaku wytrawnego wina

proszę pozwól mi się pożegnać!
raz jeszcze dotknąć Twojej dłoni
pocałować spragnione blade usta
wiem teraz tak łatwo Ciebie skaleczyć
twoje delikatne ciało rwie się niczym papier
obiecuję będę ostrożny!
nie spotka Cię już więcej bólu
na pewno nie z mojej strony
na wieki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *