licząc księżyce w zwierciadle kałuży
ich magnetyczne odbicia
pociągające lunatyków
niezależnie od płci i orientacji

myślę jakie to szczęście
móc oglądać ich pomarszczone oblicze
móc słyszeć „plusk”
kiedy chcę wdeptać w ziemię
te srebrne nieziemskości

inni nie mieli tyle szczęścią
pogrążeni w wiecznym mroku
niekończącej się ciszy
pustelni dzwięków, barw
nigdy nie zobaczą
nie usłyszą

marzę
o rejsie innym niż zwykłe
poczuć pod stopami odległe globy
bez oznak życia
stać się kolejnym Armstrongiem
wolnym romantykiem
a może odkryć odwieczną tajemnicę
początków świata
ludzkości, życia

podczas gdy oni
marzą że kiedyś odkryją
tajemnicę barw i dzwięków
odległy glob który dla mnie
zwykłą codziennością

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *