znalazłem siebie na rozstaju dróg
nieodzianego i głodnego
przytłoczonego bezradnością pustkowia
myślami całkiem już po drugiej stronie
zwierciadła życia
czekałem…

przydrożny Chrystus wskazywał mi drogę
być może właściwą…
nie posłuchałem!


wybrałem inną
łatwiejszą?
tę gdzie w oddali drzewo płonie
codziennie przy wschodzie
i zachodzie słońc
tam sny niczym świat realny
tkają swoją utopijną nić
kolor szary jest tam zakazany
wszystko wokoło paletą barw
maluje sens
i miejsce zdarzeń

nie to tylko sen
nieziemska mara rażąca nadzieją
ja dalej bezruchem związany
duszę się rzeczywistością

mimo to
dziękuję Ci kimkolwiek jesteś
choćby sam szatan przez Ciebie przemawiał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *