matko czemu mnie ukarałaś!?
pozwoliłaś zjawić się nieproszonemu?

zabrałaś mi szczęścia błogi stan
rytmiczną muzę płynącą z serca
cały ten spokój magiczne ciepło
dlaczego?!
przecież bólem okupiłaś moje przyjście


widziałaś! moje serce krwawiło
tak bardzo płakałem
nigdy nie chciałem tutaj być!

i choć od razu pod skrzydło wtuliłaś
przed chorym losem ukrywać chciałaś
to świat upomniał się zaraz o mnie
drapieżnym szponem od piersi oderwał
marzenia szybko w pragnienia przerodził

od teraz codzienność myślą cierniową
przypomina o życiu przechodzącym bokiem
życie
kajdanem niespełnienia skuło serce
pokazało smutku tysiące obliczy

teraz gdy los odebrał mi już ludzką twarz
na szubienicy przeznaczenia za gardziel powiesił
to jednak nie da tak szybko skonać
rzewnymi łzami rozkaże karmić
rozpaczą co w głębi skrywana
pod maską uśmiechów barwnego clowna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *