dzisiaj chór aniołów
wznosi nade mną rzewną pieśń
nie chce mnie jeszcze
w swoich zastępach

twój czas wcale nie nadszedł
brzmi ich melodia
grając coraz głośniej
modląc się żałośniej


a ja ściskając w dłoni brzytwę
prężę swe żyły blade od smutku
nieprzerwanie nucę te słowa
jedno życie, jedna miłość, jedna śmierć

Pan samotności
nadal woła me imię
to on dawno temu
dał mi do ręki rdzawy nóż
odrywam nim kawałki
swojego ciała
wykrzywiając z bólu twarz
dławiąc drgawki obrzydzenia
połykam kolejny „siebie” kęs

chór dalej służy Panu
nuci pieśni święte
niech będą przeklęte

ja ściskając w dłoni brzytwę
prężę swe żyły blade od smutku
nieprzerwanie nucę te słowa
jedno życie, jedna miłość, jedna śmierć

zostało tylko szybkie cięcie
i jest coraz ciemniej
chłód zamraża moje powieki
chcę iść już spać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *