idę drogą
niczyim śladem stóp
nieskażoną
idę sam
choć tłumem ludzi otoczony

osaczony coraz mocniej
bezradnością
czuję że za zakrętem
nie czeka na mnie nikt

mimo to pragnąłem

w pogoni za życiem
nie umiałem się zatrzymać
powiedzieć „nie” własnym uczuciom
czy ktoś umiałby to uczynić
zaprzepaścić daną mu szansę?

teraz w godzinie zwątpienia
po środku czterościennej ciszy
zamykam w dłoni swój cały świat
każdą łzę objaw zatrucia

miłość miała być drogowskazem
a stała się zatraceniem
marzeniem by
skazała na unicestwienie
przerwała pulsujący krzyk
żywej wciąż duszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *