przyjdź do mnie
na minut parę
posiedźmy chwilę w milczeniu
niech świece zagrają na głuchym płomieniu
a cienie ożywią leniwe ściany
i blaski w zwierciadłach oczu odbiją
po co marnować niepotrzebnie słowa
rzucać na wiatr ich kruche znaczenia

słowa czasem ranią
choć ran nie widać
zabijają w nas człowieka
krojąc na ćwiartki nasze serca


opętani przejmującą ciszą
wskrześmy na nowo iskrę człowieczeństwa
zatraćmy się w spojrzeniach
ich wymownym bez słów znaczeniu
tylko nasze przyspieszone oddechy
niech dadzą dowód tego spotkania
a my związani dłońmi odpłyńmy stąd daleko
statkiem miłości co razem kazał płynąć
w stronę pożądania

więc szybko uratuj mnie
uratuj bo tonę w zgiełku pytań
w plątaninie zazdrosnych języków
teraz to wiem
tak bardzo brak mi twej ciszy

Jedna uwaga do wpisu “spotkanie

  1. Czy ratunkiem można nazwać wrzucenie do tej bezkresnej głębiny koła ratunkowego?
    To całkiem nie ratuje, ale utonąć nie pozwoli, zawsze można podryfować…nawet za burtą…!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *