bądź mi nocą pełną grzeszności
nieposkromionym snem którego nie da się zniewolić konwenansami

bądź mi światłem pulsującego miasta
wstrzykującym w tętnice kolejną dawkę życia
upajaj mnie próżnością tym co jest w nas najlepsze
nie myśl o jutrze wyrwij chwili wszystko co może ci dać
i nigdy niech nie dręczą cię wyrzuty sumienia
to trucizna dla naszych uczuć
zamienia serca w zimne głazy racjonalności
wyrywa reszki indywidualizmu sprowadzając do parteru motłochu

zrzućmy wreszcie kajdany cywilizacji
które pod sztandarami wolności i praw
dociskają nas do zimnej posadzki codzienności
krępują każdy oddech i ruch
topią w żelaznym uścisku pozornej sielanki

bądź przy mnie aż słońce zacznie na nowo kreślić kontury dnia
a świat przemówi językiem zobojętnienia
i niczym terrosta zamknie usta naszej spontaniczności
odsłoni ruiny betonowych pomników miast
tych skamieniałych monolitów bez wyrazu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *