zapaliłaś słońce nieskończonością gwiazd
gasząc ciemność sumę deszczów za powieką pustki

nie liczy się już ambiwalentne poczucie
martwa przestrzeń między bezsensem wegetacji
a depresją dni skrywanych za pozorami emocji

wyzwalasz myśli z kajdan niemocy
tej fizycznej ułomności zwanej życiem
obracasz proch śmierci w proch narodzin

bądź mi narkotykiem morfiną na ból egzystencji
i pozwól wskrzeszać to co umarło w niejedną łzawą noc

cierpienie jest pomostem łączącym śmierć z życiem
potrzebą umysłu na otrzeźwienie i dostrzeganie
tego co niedostrzegalne szkiełkiem realizmu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *