samotny żeglarz na starej łajbie
pełnej niewdzięcznego wdzięku
drewnianej rachityczności
nie kłania się sztormom ni tchnieniom Eola
co z nienawiścią ciskają swą białą gorączką
patrzy zawsze przed siebie
mimo wahań
mimo chłodów wiecznego wygnania

przecina wciąż mórz turkusowe głębiny
żywiołów wielkie oceany
nie tęskni za nikim
zdradzony krwawi
przeklina losu zamierzchłe meandry

jego sercem zawładnął demon nieczuły
siedem oblicz upadłych
depcze brudnymi kopytami
zwęglone stosy miłości

nieubłagane biesy beznadziei
zasłaniają powodzeń odległe horyzonty
teraz są niczym przeklęte
pierzchną w pośpiechu
niepamięcią zasłaniając własne zarysy

samotny żeglarz
dziś już obłąkany
owładnięty odwetem
toczy wojnę z potomkiem Kronosa

pragnie wydrzeć mu trójząb
dzierżyć w dłoni boski atrybut

nie słyszy nawet śpiewu
mitycznych nimf
oślepiony zemstą
z chorobliwą implikacją
spełnia swoją powinność

próżny trud
skazany na kolejną porażkę
sczeźnie zgorzkniały

zniknie niepostrzeżenie z kart historii
jak zapisany sympatycznym atramentem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *